środa, 22 sierpnia 2012

Sarah-Kate Lynch „Dom córek”


 Od wydawcy:
Clementine jest jedyną spadkobierczynią wytwórni szampana Domu Peine, a także winnicy, która od pokoleń należy do rodziny. Całe życie poświęciła uprawie winorośli i opiece nad zgorzkniałym ojcem. Po jego śmierci, dowiaduje się, że musi podzielić się spadkiem z Mathilde, młodszą przyrodnią siostrą, której nie widziała od dwudziestu lat, oraz Sophie, drugą siostrą, o której istnieniu nie miała nawet pojęcia. 

Stara winnica wraz z domostwem w pięknej Szampanii i ONE.
Trzy siostry, które nie wiedzą do końca o swoim istnieniu. Aż do śmierci ojca, który jest „ogniwem” łączącym je, ponieważ każda z nich ma inną matkę.
Ojciec w testamencie przekazuje winnicę córką oraz wnukom. Dla najstarszej Clementine, która poświęciła całe swoje życie pracy przy produkcji szampana, a zarazem znosząc „trudny charakter” ojca testament za krzywdzący ją, ponieważ to ona powinna odziedziczyć winnicę. 
Decyzja ojca powoduje, że w starym domostwie spotykają się trzy kobiety jak trzy żywioły z odmiennymi charakterami, wielkimi kompleksami oraz potrzebą miłości i akceptacji.
Jednak to co wydawało się im przekleństwem okazuje się wybawieniem dla nich…
Świetna opowieść z głębokimi emocjami i walką o przyszłość winnicy.
Autorka funduje nam również szczegółowe opisy dotyczące produkcji szampana, których obawiałam się iż będą nużące, ale są naprawdę interesujące.
Jednym słowem warto po prostu przeczytać tą książkę.

piątek, 17 sierpnia 2012

Katarzyna Michalak "Poczekajka"



Od wydawcy:
Poczekajka' to powieść wysnuta z marzeń i snów, spleciona z miłości i nienawiści, okraszona garścią humoru i doprawiona szczyptą magii. Znajdziesz w niej zarówno radość życia, jak odrobinę łez, które nadają mu smak. Jej lektura da Ci wiarę, że nie wolno tracić nadziei. Ani marzeń. Przenigdy. 'Poczekajka' to książka dla samotnych, dla szczęśliwie i nieszczęśliwie zakochanych. Dla każdej z nas!

Zanim sięgnęłam po książkę Pani Katarzyny Michalak bardzo dużo dobrego przeczytałam na temat jej twórczości na blogosferze i to przede wszystkim spowodowało, że gdy ujrzałam na półce bibliotecznej „Poczekajkę” to od razu po nią sięgnęłam…
Tak naprawdę w „Poczekajce” odnalazłam bardzo dużo elementów, które po prostu lubię:  „swojski” klimat, dom z charakterem i ciekawych bohaterów.
Poczekajka to malutka wioska zagubiona w lesie, której mieszkańcy są początkowo wrogo nastawieni do nowej mieszkanki czyli Patrycji. Patrycja postanawia zamieszkać w małym żółtym drewnianym domku nazywanym przez mieszkańców „Chatką Wiedzmy”. Chatkę od razu polubiłam, ponieważ bardzo przypomina domek moich dziadków drewniany, kryty strzechą i ukryty pośród lasów.
Główna bohaterka książki to Patrycja (Pani weterynarz w ZOO), która poszukuje swojego miejsca w życiu i oczywiście… Księcia z jej snów.
Ciekawe są postacie mężczyzna: Gabriela, Artura i Łukasza, którzy kiedyś byli najwierniejszymi przyjaciółmi teraz są wrogami.
Co mnie zaskoczyło w książce, a czego się nie spodziewałam?
Klimat magii, czarownice, sabaty i rzucanie uroków to jest wprost… niesamowite. Chyba dlatego, że w ogóle nie czytam fantastyki, ale chyba zacznę czytać…
Wszystko w powieści ma jakiś sens i do czegoś prowadzi. Wszystko w niej jest możliwe, a marzenia się spełniają. Może jest to cukierkowe, ale czy nie warto chociaż w książce przeczytać, że komuś wszystko się układa i marzenia się spełniają wiem, że to naiwne trochę. Ale dlaczego nie?
Mimo wszystko lubię książki, które dają nadzieję i optymizm, dlatego zachęcam do przeczytania „Poczekajki”, ponieważ czasami warto choć na chwilę oderwać się od rzeczywistości…


czwartek, 2 sierpnia 2012

Mariusz Surmacz "Strażnik marzeń"

Od Wydawcy:
Max rozstaje się z ukochaną kobietą i wyrusza w drogę swoim motocyklem. Ucieka od codzienności w nowy, nieznany świat i szuka zapomnienia w seksie. Jadąc przed siebie bez celu, spotyka wielu ciekawych ludzi, którzy ubarwiają jego podróż wątkami zaczerpniętymi z ich własnych przeżyć. Wspomnienia mężczyzny z przeszłości zaczynają mieszać się z wyimaginowanymi rozmowami prowadzonymi z kobietą, którą opuścił.

Czytałam, czytałam... Szło mi to bardzo opornie można powiedzieć, że namęczyłam sie bardzo. Kilka razy chciałam nią rzucić, ale powstrzymywało mnie to, iż książka przywędrowała do mnie dzięki akcji "Włóczykijka".
Nie wiem co mam napisać o tej książce, ponieważ po prostu nie podobała mi się. Mogę to określić jako "nie moje klimaty". Główny bohater Max po prostu mnie denerwował. Jego wywody na temat miłości, tęsknoty i wspomniej o ukochanej zakrawały na pseudofilozoficzne, ale były po prostu denerwujące. Nie taka jest chyba miłość, że zostawia się ukochana osobę bez rozmowy słowa wyjaśnienia i po prostu się ucieka to jest po prostu egoizm....
Dużo "naturalizmu" mało magii. Dialogii jakieś toporne bez polotu z ciągłym powtarzaniem imion.
Jednymi w miarę ciekawymi wątkami były historie życia osób napotkanych przez Maxa na swojej drodze. No i piesek Rex...
Po prostu nie wiem co Autor chciał przekaza. Jaki cel ma podróż Maxa?

Dlaczego książka ma wędrować dalej?
Tym razem trudne pytanie hmmm
Może, żeby kolejne osoby wyraziły o niej opinię (może tylko mnie się nie podobała).

Książkę przeczytałam dzięki akcji "Włóczykijka".

niedziela, 17 czerwca 2012

Małgorzata Gutowska - Adamczyk "Cukiernia pod Amorem" Tom I-III




Bardzo dużo dobrego przeczytałam na temat „Cukierni pod Amorem”, dlatego z dużą rezerwą i ostrożnością  sięgnęłam po nią. Zaczęłam czytać i nie mogłam się oderwać  od tej sagi rodziny Zajezierskich, z której tak naprawdę „narodziły się” kolejne Cieślakowie i Hryciowie. Niezwykłą opowieść prowadzona tak naprawdę na płaszczyźnie „różnych czasów” – ten zabieg udał się Autorce świetnie.
Uwielbiam historie, które toczą się w polskich klimatycznych miejscach, a na pewno do takich można zaliczyć pałac Zajezierskich oraz Cukiernię pod Amorem w Gutowie. Opis specjałów gutowskiej cukierni z jagodzianką na czele przyprawiały mnie o nieodparta ochotę na coś słodkiego. Oczywiście wyobrażałam sobie jak ta cukiernia wygląda i mam w głowie „swój” obraz „Cukierni pod Amorem”.
Na kartach powieści poznajemy najpierw szlachecki ród Zajeziersich oraz dziedzica rodu hrabiego Tomasza, rodzinę Cieślaków i Hryciów, ale nie będę opisywać treści, ponieważ nie będę odbierać nikomu przyjemności z czytania i poznawania bohaterów powieści. Według mnie bardzo „wciągająca” opowieść z zagadką (odnalezienie mumii w podziemiach rynku) i historią naszego kraju w tle.
Po prostu trzeba koniecznie ją przeczytać.
Na dobry początek czytania cytaty z ostatniego tomu, czyli „Cukiernia pod Amorem. Hryciowie”:
„Równości jak świat światem nie widziano i nikt jej nie zobaczy. A jeśli ktoś dostanie coś za darmo, z pewnością to zmarnuje.”   s. 168
„Miłość jest równie stała jak pogoda. Próbując uzależnić swoje szczęście od drugiej osoby, prędzej czy później skazujesz się na rozczarowanie.
Miłość to gra pozorów. Nakładasz na kogoś swoje wyobrażenie, żądasz, by był ideałem, a to niemożliwe. Chcąc być szczęśliwa, musisz swojego partnera zaakceptować takiego, jaki jest.”  
 

czwartek, 14 czerwca 2012

Ivana Sajko „Rio Bar”



Nad tą książką unosi się wojna, śmierć, nienawiść i ludzkie nieszczęście. Jest to cienka książka, ale nie mogłam przeczytać jej „na raz”.
W książce pokazany jest między innymi ogrom nieszczęścia kobiety, która podczas własnego wesela przeżywa śmierć swojego małżonka i bliskich ginących od uderzenia bomby.
 Bardzo ciekawy jest opis pogrzebu właściciela „Rio Baru”, który jest raczej rozrywką w małej miejscowości, gdzie wypada być na takiej uroczystości, niż miejscem żałoby.
Książka na pewno nie należy do „łatwych” , mylący jest tytuł oraz okładka, poznajemy bolesną kartę dziejów Chorwacji podczas wojny domowej (ojczyźnianej) w roku 1995 i uświadamiamy sobie, że to nie jest bardzo odległa historia.
Na pewno po tej książce inaczej jawi mi się Chorwacja, która do tej pory kojarzyła mi się z turystyką.
Może bardzie charakter tej książki odda kilka cytatów, które mnie poruszyło:
„Wsłuchują się w nocne szmery. Nie ufają nawet bratu. Czekają, kiedy znów zacznie się napierdalanie. To nie będzie nic wielkiego – tylko konflikt interesów ekonomicznych wyrażanych w łańcuchu nieszczęśliwych zbiegów okoliczności.
Za dużo ust przy jednym cycku. Ot co!” s. 27
„Tu chodzi o konflikt interesów, a konflikt interesów rodzi nienawiść.” s. 96

wtorek, 12 czerwca 2012

Maja Wolny "Kara"



Rozpoczynając czytanie tej książki nie wiedziałam czego mogę się spodziewać (nie czytałam opisu na okładce). Tytuł „Kara” kojarzył mi się z karą za grzechy, kobieta na okładce wygląda na cierpiącą i załamaną. Jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, iż tytułowa „Kara” to można powiedzieć zdrobnienie od imienia Karoliny, głównej bohaterki. Poznajemy ją i jej życie z monologu, który prowadzi w dniu swoich trzydziestych urodzin, podczas jazdy samochodem z Krakowa do Brukseli. Rozpoczyna swoją opowieść od dzieciństwa w Krakowie poprzez czasy studenckie, wyjazd do Brukseli, a kończy na chwili w której obecnie się znajduje. Snuje opowieść o swoim życiu wspominając epizody z życia ojca Jana, Józefa Małka.
Książka ta nie jest łatwa, ponieważ porusza sprawy trudne. Dla mnie ta opowieść jest również o emigracji tej powojennej (ojciec Jana) i współczesnej (Karolina), przystosowaniu się do obcej kultury. Bardzo ważny jest wątek choroby Jana – depresji. Możemy zobaczyć jak straszna i niszcząca jest ta choroba, o której tak mało się mówi. Widzimy jak ta choroba oddala od siebie małżonków.
Ważne są też losy Józefa Małka jego małżeństwo, jego zdrada żony i pokuta jaką ona mu wyznacza, tęsknota za kraje, nadużywanie alkoholu, spowodowanie tragicznego wypadku w skutek którego umiera młody mężczyzna, a wszystkie te wątki przeplatane opowieściami o budowie autostrad, tuneli czy świetlenia, których był konstruktorem.
Moim ulubionym bohaterem jest Jan ze swoim bólem, cierpieniem, miłością, próbą zaczynania wszystkiego od nowa i niezwykła odwagę stawiania czoła życiu. Natomiast Karolina jawi mi się jako osoba nie do końca przygotowana na przeciwności losu, tajemnice przeszłości czy chorobę. Moim zdaniem ona tak naprawdę to chyba nie docenia tego co ma…
Książka warta przeczytania i po prostu zastanowienia się…
Polecam!

Książkę przeczytałam dzięki akcji „Włóczykijka”. 


środa, 25 kwietnia 2012

Maria Ulatowska "Pensjonat Sosnówka"


Dotychczasowe moje doświadczenie czytelnicze było takie, iż pierwszy tom był lepszy od drugiego, ale nie sprawdziło się to tym razem. "Pensjonat Sosnówka" moim zdaniem jest lepszy od pierwszej części, czyli "Sosnowego dziedzictwa".
Wszystko było w tej powieści radość, łzy, szczęście i nieszczęście...
Sielskie życie mieszkańców Sosnówki i nie tylko zakłóca powrót Wioli (matki Florka), która okazała się naprawdę straszną "jędzą" nieczułą na uczucia własnego syna, którego sama porzuciła, a teraz chciała chciała zburzyć mu jego świat poprzez zabranie go od ojca...
Oczywiście mój ulubiony bohater Dyzio znów mnie zaskoczył przeprowadził się do pracowni obok Sosnówki (podarowaną mu przez Annę Towiańską). Zmienia się też bardzo dużo w swoim życiu prywatnym !
Anna jak się wydaje znalazła swoje miejsce w życiu i powoli układa swoje życie u boku Jacka (ojca Florka). A to co "spotyka" Annę pod koniec powieści to według mnie przysłowiowa "wisienka na torcie".
Książka bardzo mi sie podobała to co było dobre w poprzedniej części pozostało, a został wyostrzony wątek Wioli, która porzuciła własne dziecko. Jednak powieści potrzebny jest taki szwarccharakter, na którego możemy w myślach podczas czytania "wyzywać"...
Powieść powinna dalej wędrować, ponieważ po prostu jest dobra i daje dużo przyjemności przy czytaniu, a tego chyba właśnie szukamy w książkach.
Ana koniec cytat z wypowiedzi Dyzia (jednak mam do niego słabość i do jego obrazów, które są tak opisane, że widziałam je "oczami wyobraźni"):
"Bo co ja dla nich znaczę? Zwykły odpadek jestem."

Książkę przeczytałam dzięki Akcji "Włóczykijka" :)