Opis od autora:
Przedstawiam wam
mój debiutancki zbiór opowiadań, a może raczej zbiór utworów
fantastycznych. To określenie jest chyba bardziej na miejscu, zważywszy
na fakt, że wśród proponowanych treści znajdują się także fragmenty
poezji. Krótkie – to prawda – i będące tylko częścią napisanych przeze
mnie utworów prozatorskich, ale jednak. Początkowo poniższe utwory były
pisane „do szuflady”. Nie miałem w planach choćby starania się o ich
wydanie. Traktowałem je jako swego rodzaju warsztat. Tworzyłem podwaliny
pod dłuższy, priorytetowy utwór. Chęć wydania książki towarzyszyła mi
od początku mej pisarskiej przygody. Ale nie przypuszczałem, że debiutem
będzie zestaw tych krótkich, służących pierwotnie wyższemu celowi prac.
Zbiór utworów przeczytałam na początku roku. Książka przywędrowała do mnie dzięki akcji "Włóczykijka" cieszyłam się na jej przeczytanie (coś nowego - ja rzadko czytam fantastykę). jednak jak rozpoczęłam czytanie tak radość znikła. Ponieważ opowiadania w ogóle nie "trafiły do mnie". Po prostu nie podobały mi się, ale to jest subiektywna ocena. Może fantastyka jednak nie jest dla mnie.
Test kilku miesięcy od przeczytania nic nie pamiętam z treści, ale to że nie podobały mi się utwory pozostał.
Mimo to książka powinna wędrować dalej, aby inni wyrazili swoją opinię o niej.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Włóczykijka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Włóczykijka. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 14 maja 2013
poniedziałek, 29 października 2012
Magdalena Witkiewicz „Opowieść niewiernej”
Nota Wydawcy:
Lekka w lekturze, a przecież ważka i pełna życiowej mądrości
powieść o potrzebie miłości, zrozumienia i niezależności.
Ewa i Maciek biorą ślub. On myśli racjonalnie - we dwoje lepiej rozliczać się z urzędem skarbowym - ona stara się tego nie zauważać. Kocha Maćka, choć nawet w dniu ślubu on ma ważniejsze sprawy niż wspólne spędzenie wieczoru. W mieszkaniu Ewy zachowuje się jak gość. Wkrótce okazuje się, że jest pracoholikiem, a żonę traktuje przedmiotowo. Dzieci w tym małżeństwie długo są tematem tabu, a potem powodem dramatu i kolejnego rozczarowania Ewy. Kiedy żona traci pracę, Maciek, zamiast wspierać, szydzi z jej nieudolności, co pogarsza sytuację. Budowa domu w innym mieście i związane z nią częste wyjazdy męża na weekendy sprawiają, że jest już naprawdę źle. Ewa, samotna w związku, zaczyna spotykać się z dawnym znajomym, w jej życiu pojawia się też przyjaciel i przelotny kochanek z czasów młodości. Czy dla tego małżeństwa jest jeszcze jakaś szansa?
Ewa i Maciek biorą ślub. On myśli racjonalnie - we dwoje lepiej rozliczać się z urzędem skarbowym - ona stara się tego nie zauważać. Kocha Maćka, choć nawet w dniu ślubu on ma ważniejsze sprawy niż wspólne spędzenie wieczoru. W mieszkaniu Ewy zachowuje się jak gość. Wkrótce okazuje się, że jest pracoholikiem, a żonę traktuje przedmiotowo. Dzieci w tym małżeństwie długo są tematem tabu, a potem powodem dramatu i kolejnego rozczarowania Ewy. Kiedy żona traci pracę, Maciek, zamiast wspierać, szydzi z jej nieudolności, co pogarsza sytuację. Budowa domu w innym mieście i związane z nią częste wyjazdy męża na weekendy sprawiają, że jest już naprawdę źle. Ewa, samotna w związku, zaczyna spotykać się z dawnym znajomym, w jej życiu pojawia się też przyjaciel i przelotny kochanek z czasów młodości. Czy dla tego małżeństwa jest jeszcze jakaś szansa?
Pierwsza książka tej autorki jaką przeczytałam i bardzo mi
się podobała, więc na pewno sięgnę po kolejne…
Ale po kolei mamy historię Ewy i Maćka poznali się,
pokochali, zamieszkali razem standardowa historia, ale co dalej…
Zamieszkali - po jakimś czasie Maciek się „oświadczył”, bo tak
łatwiej rozliczyć się z urzędem skarbowym do wszystkiego podchodzi racjonalnie
i tylko przelicza pieniądze tak naprawdę. A jak wiadomo czas to pieniądz, więc
nie chce poświęcić go żonie tylko pracy, bo z tego ma pieniądze.
Gdy Ewa traci pracę to tak naprawdę staje się zbędnym
sprzętem w mieszkaniu, bo nie zarabia pieniędzy tylko ON musi ją utrzymywać, a
w tym czasie dziedziczy działkę pod Krakowem, a notabene dla nich (mieszkają na Pomorzu) jest to drugi koniec Polski. Maciek decyduje, że będą tam budować dom
i rozpoczynają budowę, która powoduje ciągłe wyjazdy Maćka do Krakowa. Od tego
momentu tak naprawę zaczyna się równia pochyła ich związku…
Czytając tą książkę łapałam się na tym, że często myślałam o
swoim życiu i co ja bym zrobiła. Jest to naprawdę ciekawa opowieść, która
zmusza do myślenia. Tak naprawdę podczas słuchania opowieści Ewy ani razu jej
nie oceniała po prostu wysłuchałam (wyczytałam ) jej historii jak dobrej
przyjaciółki.
Polecam tą książkę nie tylko kobietom, ale również mężczyznom,
ponieważ mogą się dużo z niej dowiedzieć o kobietach…
wtorek, 11 września 2012
Aleksandra Tyl „Miłość wyczytana z nut”
Nota Wydawcy:
28-letnia Eliza pracuje jako świetliczanka, prowadząc
spokojne, ustabilizowane życie. Nagle na jej drodze pojawia się dwóch mężczyzn:
romantyczny skrzypek Bruno i pragmatyczny lekarz Adam. Obydwaj starają się o względy
Elizy. Wybór tylko pozornie jest prosty, bo choć serce Elizy pragnie
namiętności i pod tym względem skłania się ona ku skrzypkowi, to z drugiej
strony rozum podpowiada, że życie z przebojowym, przedsiębiorczym Adamem może
okazać się równie udane, a przede wszystkim dające gwarancję spokoju i
bezpieczeństwa bez trosk o potrzeby materialne. Podjęcie decyzji dodatkowo
komplikuje fakt, iż Eliza spodziewa się dziecka. Jakie będą konsekwencje jej
wyborów? Czy decyzja okaże się słuszna? Czy serce może wygrać z rozumem lub
odwrotnie?
Ta książka to walka rozumu z sercem.
Gdy zaczęłam ją czytać
to od razu polubiłam główną bohaterkę Elizę i zostałam „wciągnięta” w jej
treść. Już dawno nie czytałam książki tak wciągającej !
Poznajemy Elizę poszukującej mężczyzny z którym mogłaby
dzielić swoje życie. Spotyka prawie w jednym czasie Adama (lekarza) i Bruna (skrzypka-znajomego
z dawnych lat).
Adam wydaje się jej bardziej zaradny, życiowy i można
powiedzieć rokujący na przyszłość. Natomiast Bruno to artysta, romantyk i według
Elizy nieodpowiednia partia dla niej. Zakochuje się w Bruno, ale nie chce tej
myśli dopuszczać do siebie. Wyjeżdża na weekend z Adamem. Zachodzi w ciąże.
Odrzuca Bruna. Wybiera ojca, swojego nienarodzonego dziecka, czyli Adama. Rodzi syna i…
Przez cały czas czytania książki kibicowałam Brunowi i „słyszałam”
w tle skrzypce…
Historia ta tak naprawdę daje wiele powodów do myślenia o własnym życiu.
Czym się kierujemy w życiu: sercem czy rozumem?
Była to pierwsza książka Aleksandry Tyl, którą przeczytałam,
ale mam nadzieję, że nie ostatnia…
Książka musi wędrować, żeby inni mogli poznać tą niezwykłą
historię…
Książkę przeczytałam dzięki akcji „Włóćzykijka”.
czwartek, 2 sierpnia 2012
Mariusz Surmacz "Strażnik marzeń"
Od Wydawcy:
Max rozstaje się z ukochaną kobietą i wyrusza w drogę swoim motocyklem.
Ucieka od codzienności w nowy, nieznany świat i szuka zapomnienia w
seksie. Jadąc przed siebie bez celu, spotyka wielu ciekawych ludzi,
którzy ubarwiają jego podróż wątkami zaczerpniętymi z ich własnych
przeżyć. Wspomnienia mężczyzny z przeszłości zaczynają mieszać się z
wyimaginowanymi rozmowami prowadzonymi z kobietą, którą opuścił.
Czytałam, czytałam... Szło mi to bardzo opornie można powiedzieć, że namęczyłam sie bardzo. Kilka razy chciałam nią rzucić, ale powstrzymywało mnie to, iż książka przywędrowała do mnie dzięki akcji "Włóczykijka".
Nie wiem co mam napisać o tej książce, ponieważ po prostu nie podobała mi się. Mogę to określić jako "nie moje klimaty". Główny bohater Max po prostu mnie denerwował. Jego wywody na temat miłości, tęsknoty i wspomniej o ukochanej zakrawały na pseudofilozoficzne, ale były po prostu denerwujące. Nie taka jest chyba miłość, że zostawia się ukochana osobę bez rozmowy słowa wyjaśnienia i po prostu się ucieka to jest po prostu egoizm....
Dużo "naturalizmu" mało magii. Dialogii jakieś toporne bez polotu z ciągłym powtarzaniem imion.
Jednymi w miarę ciekawymi wątkami były historie życia osób napotkanych przez Maxa na swojej drodze. No i piesek Rex...
Po prostu nie wiem co Autor chciał przekaza. Jaki cel ma podróż Maxa?
Dlaczego książka ma wędrować dalej?
Tym razem trudne pytanie hmmm
Może, żeby kolejne osoby wyraziły o niej opinię (może tylko mnie się nie podobała).
Książkę przeczytałam dzięki akcji "Włóczykijka".
wtorek, 12 czerwca 2012
Maja Wolny "Kara"
Rozpoczynając czytanie tej książki nie wiedziałam czego mogę
się spodziewać (nie czytałam opisu na okładce). Tytuł „Kara” kojarzył mi się z
karą za grzechy, kobieta na okładce wygląda na cierpiącą i załamaną. Jakie było
moje zdziwienie, gdy okazało się, iż tytułowa „Kara” to można powiedzieć
zdrobnienie od imienia Karoliny, głównej bohaterki. Poznajemy ją i jej życie z
monologu, który prowadzi w dniu swoich trzydziestych urodzin, podczas jazdy
samochodem z Krakowa do Brukseli. Rozpoczyna swoją opowieść od dzieciństwa w
Krakowie poprzez czasy studenckie, wyjazd do Brukseli, a kończy na chwili w
której obecnie się znajduje. Snuje opowieść o swoim życiu wspominając epizody z
życia ojca Jana, Józefa Małka.
Książka ta nie jest łatwa, ponieważ porusza sprawy trudne.
Dla mnie ta opowieść jest również o emigracji tej powojennej (ojciec Jana) i
współczesnej (Karolina), przystosowaniu się do obcej kultury. Bardzo ważny jest
wątek choroby Jana – depresji. Możemy zobaczyć jak straszna i niszcząca jest ta
choroba, o której tak mało się mówi. Widzimy jak ta choroba oddala od siebie
małżonków.
Ważne są też losy Józefa Małka jego małżeństwo, jego zdrada
żony i pokuta jaką ona mu wyznacza, tęsknota za kraje, nadużywanie alkoholu,
spowodowanie tragicznego wypadku w skutek którego umiera młody mężczyzna, a
wszystkie te wątki przeplatane opowieściami o budowie autostrad, tuneli czy
świetlenia, których był konstruktorem.
Moim ulubionym bohaterem jest Jan ze swoim bólem,
cierpieniem, miłością, próbą zaczynania wszystkiego od nowa i niezwykła odwagę
stawiania czoła życiu. Natomiast Karolina jawi mi się jako osoba nie do końca
przygotowana na przeciwności losu, tajemnice przeszłości czy chorobę. Moim
zdaniem ona tak naprawdę to chyba nie docenia tego co ma…
Książka warta przeczytania i po prostu zastanowienia się…
Polecam!
Książkę przeczytałam dzięki akcji „Włóczykijka”.
środa, 25 kwietnia 2012
Maria Ulatowska "Pensjonat Sosnówka"
Dotychczasowe moje doświadczenie czytelnicze było takie, iż pierwszy tom był lepszy od drugiego, ale nie sprawdziło się to tym razem. "Pensjonat Sosnówka" moim zdaniem jest lepszy od pierwszej części, czyli "Sosnowego dziedzictwa".
Wszystko było w tej powieści radość, łzy, szczęście i nieszczęście...
Sielskie życie mieszkańców Sosnówki i nie tylko zakłóca powrót Wioli (matki Florka), która okazała się naprawdę straszną "jędzą" nieczułą na uczucia własnego syna, którego sama porzuciła, a teraz chciała chciała zburzyć mu jego świat poprzez zabranie go od ojca...
Oczywiście mój ulubiony bohater Dyzio znów mnie zaskoczył przeprowadził się do pracowni obok Sosnówki (podarowaną mu przez Annę Towiańską). Zmienia się też bardzo dużo w swoim życiu prywatnym !
Anna jak się wydaje znalazła swoje miejsce w życiu i powoli układa swoje życie u boku Jacka (ojca Florka). A to co "spotyka" Annę pod koniec powieści to według mnie przysłowiowa "wisienka na torcie".
Książka bardzo mi sie podobała to co było dobre w poprzedniej części pozostało, a został wyostrzony wątek Wioli, która porzuciła własne dziecko. Jednak powieści potrzebny jest taki szwarccharakter, na którego możemy w myślach podczas czytania "wyzywać"...
Powieść powinna dalej wędrować, ponieważ po prostu jest dobra i daje dużo przyjemności przy czytaniu, a tego chyba właśnie szukamy w książkach.
Ana koniec cytat z wypowiedzi Dyzia (jednak mam do niego słabość i do jego obrazów, które są tak opisane, że widziałam je "oczami wyobraźni"):
"Bo co ja dla nich znaczę? Zwykły odpadek jestem."
Książkę przeczytałam dzięki Akcji "Włóczykijka" :)
środa, 11 kwietnia 2012
Maria Ulatowska "Sosonowe dziedzictwo"
Przerywam milczenie i piszę….
Nie mogłam się doczekać, aby przeczytać „Sosnowe dziedzictwo” Marii Ulatowskiej najpierw widziałam je w księgarni gdzie zachęcała piękną okładką i nie pozwalała spokojnie przejść obok bez choćby pospiesznego przejrzenia. Gdy zobaczyłam, że wędruje ona w akcji „Włóczykijka” to bardzo się ucieszyłam i spokojnie czekałam…. i się doczekałam.
Rozpoczęłam czytanie i przez pierwszych kilkanaście stron zastanawiałam się, którą Anną ( a jest ich kilka w powieści) jest główna bohaterka, liczyłam lata, myślałam nad nazwiskiem po prostu czułam się jak „detektyw”, a było to miłe uczucie.
Rozpoczynając lekturę wiele się spodziewałam i nie zawiodłam się.
Główna bohaterka Anna Towiańska jest sympatyczna i można ją bez problemu polubić, ale mi najbardziej do gustu przypadł Dyzio, samozwańczy „parkingowy” restauracji „Rybeńka” i na pewno osobliwość niewielkiego miasteczka Towiany przez większość jego mieszkańców traktowany jak powietrze, ale później okazuje się on… Nie powiem kim sami przeczytajcie!
Większość akcji powieści osadzona jest w miasteczku Towiany i urokliwym dworku Sosnówka, położonym w jego pobliżu. Dzięki temu miejsce to jest takie bliskie i nasze, a opisy przyrody przede wszystkim jeziorka obok Sosnówki powodowały, że wydawało mi się, że słyszę pasikoniki i czuję zapach sosen.
Główna bohaterka Anna po latach odzyskuje jako jedyna spadkobierczyni rodzinny dworek sprowadza się do niego z Warszawy i „wtapia się" w tamtejszą społeczność. Jej odczucia są tak pozytywne, że postanawia zostać i założyć pensjonat. Wpływ na tą decyzję w jakimś stopniu ma pewien przystojny mężczyzna, ale również to, że odnajduje tu życzliwych sobie ludzi.
Dlaczego książka ma wędrować dalej?
Było to moje pierwsze spotkanie z twórczością Marii Ulatowskiej i nie zawiodłam się na niej. Podarowała mi wytchnienie i przeniosła w urokliwą okolicę Sosnówki. Bohaterowie okazali się sympatyczni i cieszę się, że mogę ponownie się z nimi spotkać w „Pensjonacie Sosnówka” .
Książkę przeczytałam dzięki akcji „Włóćzykijka”.
wtorek, 21 lutego 2012
Katarzyna Sarnowska "Smak życia"
Ksiązka o ciekawym głównym wątku, ponieważ główna oś akcji toczy się wokół wydawania książek. Główna bohaterka Kalina najpierw wydaje stworzoną przez siebie bajkę dla dzieci, następnie tomik poezji i ma z tym wiele problemów. Mimo to po kilku latach tworzy tłumaczenie książki "Jak daleko do Betlejem" i próbuję ją wydać. Czy jej się uda?
Ciekawy jest, również w tej powieści wątek stosunków głównej bohaterki Kaliny z mężem Maćkiem przez większą część powieści są one idylliczne, sielankowe, aż czasami cukierkowe z lukrem, a pod koniec jest "zwrot akcji" przechodzimy ze skrajności w skrajność, gdzie Kalina chce się rozstać z mężem. Czy do tego dojdzie?
Powieść choć ciekawa to czasami bywała lekko nużąca na przykład opis pobytu Kaliny w Dublinie. Dodatkowym elementem dla mnie jest to, iż główna bohaterka ćwiczy jogę, któą ja też próbuję, z małymi efektami, praktykować.
Książkę warto przeczyta, aby zobaczyć ile trudności staje przed Autorami, którzy chcą wydać swoje dzieła...
Bardzo podoba mi się fragment zaznaczony przez poprzedniego czytelnika :)
" Może o to chodzi, może trzeba od życia wymagać niewiele i cieszyć się z tego co się ma. Może jest łatwiej, gdy się sięgnie dna, bo wtedy każdy nawet najmniejszy sukces cieszy."
Katarzyna Sarnowska, Smak życia, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 2011, s. 159.
Książkę przeczytałam dzięki akcji "Włóczykijka".
środa, 25 stycznia 2012
Harosław Jaszek "Ja niczego nie rozpętałem"
Jest to moja pierwsza książka w świetnej akcji "Włóczykijka", o czym zresztą już pisałam. Trochę się zdziwiłam, że TĄ pierwszą będzie książka o wojsku. To dobrze, bo takie właśnie było moje postanowienie, że dzięki "Włóczykijce" poznam książki o różnej tematyce, z którą się jeszcze nie spotkałam a przede wszystkim poznam polskich autorów do tej pory mi nieznanych.
Może teraz przejdę do sedna książka nieznanego mi autora i nieznanej tematyki, ponieważ z wojskiem raczej mi nie po drodze. Ale książka zaskoczyła mnie pozytywnie, ponieważ autor w sposób lekki, z humorem, a czasem z lekką ironią opisują swoją przygodę z wojskiem.Nazwałabym ją przygodą, bo trwa ona rok i nie jest on żołnierzem zawodowym. Tak nudzi go służba w polskich jednostkach, że na ochotnika zgłasza się do misji zagranicznej na Wzgórzach Golan i tam właśnie dość dużo się dzieje.... A co? - to przeczytajcie sami.
Dlaczego książka ma wędrować dalej?
Ponieważ, gdy ją czytałam to jakbym choć na chwilę wstąpiła do wojska, choćby na przysięgę. Poza tym jest po prostu ciekawa.
P.S.
Jeszcze ciekawe określenie wojska przez Autora:
"wojsko jest chujowe, ale jednakowe"
Raczej nie nawiązuje ono do hasła Legii Cudzoziemskiej: Maszeruj albo giń!
środa, 18 stycznia 2012
Moja pierwsza "Włóczykijka" :))))
Dzisiaj przybyła do mnie z pomocą Poczty Polskiej paczka, a w niej.... książka wraz z miłymi "umilaczami". Bardzo się cieszę - jak dziecko normalnie :)))
Książka o tematyce wojskowej, więc trochę wyzwanie dla mnie... Dlatego zasiadam do lektury - odkładając inne na bok.
Zobaczcie sami co do mnie przyszło :)))
Książka o tematyce wojskowej, więc trochę wyzwanie dla mnie... Dlatego zasiadam do lektury - odkładając inne na bok.
Zobaczcie sami co do mnie przyszło :)))
Subskrybuj:
Posty (Atom)















